SOS „ORKAN”! Zapomniana historia wypadku szwedzkiego parowca pod Ustką

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
21 grudnia 1947 roku szwedzki węglowiec „Orkan” osiadł na mieliźnie cztery mile na zachód od Ustki
21 grudnia 1947 roku szwedzki węglowiec „Orkan” osiadł na mieliźnie cztery mile na zachód od Ustki Kadr PKF
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
21 grudnia 1947 roku na Bałtyku szalał się sztorm. Olbrzymie fale gnane północno-zachodnim wiatrem nie dawały szans nawet najdzielniejszym jednostkom. Szwedzki Orkan, który płynął z Ystad do Ustki po węgiel, nie zdążył dotrzeć do portu i osiadł mieliźnie cztery mile na zachód od miasta. Akcja ratownicza zakończyła się szczęśliwie po dziesięciu dniach wyczekiwania na pogodę. Wypadek morski ściągnął do Ustki i w okolice dzisiejszego poligonu wielu reporterów, nawet z Polskiej Kroniki Filmowej. Choć ich relacje zawierają pewne nieścisłości, dotyczące choćby daty ściągnięcia statku z mielizny, warte są przytoczenia.

„Nowa ofiara sztormów. Szwedzki „Orkan” na piaskach Ustki” – pod takim dramatycznym tytułem relacjonował zdarzenie „Dziennik Bałtycki” we wtorek 30 grudnia: „Wskutek sztormów, jakie już od dłuższego czasu szaleją na Bałtyku, przykra przygoda spotkała szwedzki parowiec ,,Orkan“, którego maklerem w naszych portach jest firma „Polbal“. Niewielki ten statek zawijał już kilkakrotnie do Szczecina i Ustki po kilkusettonowe ładunki węgla. Ostatnio, gdy znajdował się w drodze do Ustki, silny wiatr półsztormowy z pd.-zach. uniemożliwił wejście do portu. Wobec tego stanął na kotwicy w odległości ok. 4 mil. W nocy zerwał się sztorm, mimo to przetrwano szczęśliwie do rana. Ale o 6 min. 30 wiatr, wiejący z kierunku pn.-zach. o sile 8 do 9 stopni wg skali Beauforta, zerwał łańcuch kotwiczny. Na statku zarządzono alarm. Cała załoga stanęła na pokładzie „Orkana“, który zalewały coraz silniejsze fale. Sytuacja stawała się groźna. Usiłując walczyć z wichurą i falami, kapitan zarządził całą wstecz. Gdy jednak manewr ten nie pomógł i statek dryfował, nie mogąc oprzeć się burzy, kapitan wprowadził statek na ląd prostopadle do brzegu, rakietami wzywając pomocy z portu. W południe wyszedł mimo nadal trwającego sztormu ratowniczy holownik „Herkules“, ale ściągnięcie statku na wodę może nastąpić tylko przy uspokojeniu się morza. Wydział holowniczo - ratowniczy GAL-u podjął się sprowadzić „Orkan“ na wodę; w tym celu w poniedziałek rano wyruszył ponownie „Herkules“ i holownik „Czapla“, który jako mniejsza jednostka bliżej będzie mógł podejść do lądu. „Orkan“ prawdopodobnie ma uszkodzone częściowo maszyny i rufę. Na miejsce wypadku udali się z Gdyni Kier. Wydz. ratowniczo - hol. GAL-u, kpt. Jaworski i kpt. Poinc, który niedawno przeprowadził podobną akcję ratowniczą przy norweskim statku „Lilly".

Wspomniani w dziennikarskiej relacji kapitanowie żeglugi wielkiej to Stanisław Jaworski - od 1946 roku kierownik Wydziału Holowniczo-Ratowniczego GAL (Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe) i zastępca Witold Poinc nadzorujący prace techniczne, ratownicze i podwodne, późniejszy kapitan portu Gdynia, współtwórca Polskiego Ratownictwa Okrętowego.

Media donosiły

O awarii szwedzkiego statku donosiło też 30 grudnia „Życie Warszawy”, informując, że 27 grudnia wyszedł z Gdańska na ratunek holownik „Herkules", z Gdyni zaś holownik „Czapla", a tego samego dnia wyjechała również do Ustki ekipa nurkowa. Oznaczało to, że Bałtyk pozwolił na rozpoczęcie akcji ratowniczej dopiero po Bożym Narodzeniu.

Wypadek parowca trafił na antenę Polskiego Radia. Do Ustki zjechała też ekipa Polskiej Kroniki Filmowej, by zmontować trwającą minutę i kilka sekund relację. Widać na niej, że szalejąca burza śnieżna wciąż uniemożliwiała akcję ratowniczą. Statek przechylił się na bok. Załoga jednak nie traciła zimnej krwi. Na kolejnych obrazach płyną na ratunek holowniki.

„Dziennik Bałtycki” o sytuacji statku pisał systematycznie. „Orkan już w Ustce” – oznajmił czytelnikom w sobotę 3 stycznia 1948 roku w kolejnym komunikacie. Reporter donosił, że „Nowy Rok rozpoczął się pod pomyślnymi auspicjami dla Wydziału Holowniczo - Ratowniczego GAL-u”.

„Orkan" został już ściągnięty na wodę i przeholowany do portu. Wysłane holowniki ratownicze „Herkules" i „Czapla" miały wiele trudności ze ściągnięciem statku z mielizny, ponieważ trwające sztormy uniemożliwiły wszelką akcję ratowniczą. „Dopiero dzień noworoczny przyniósł chwilową zmianę pogody, którą natychmiast wykorzystano do pracy. Podjęty trud został uwieńczony powodzeniem. Późno w nocy 1 stycznia statek spłynął na wodę i został przeholowany do pobliskiej Ustki. Uszkodzenia „Orkana", przecieki burty itp. zostaną na miejscu naprawione, tak że statek będzie mógł zabrać ładunek węgla, po który szedł do Ustki. Prawdopodobnie za tydzień będzie gotów do drogi. „Orkan" jest starym statkiem o tonażu 380 BRT”.

Z kolei „Kurier Szczeciński” 5 stycznia 1948 roku donosił o sposobie wydobycia parowca z mielizny przez holowniki ratownicze: „Wymytym śrubami holowników kanałem w piasku zdołano ściągnąć z powrotem statek na morze, a następnie odholować do pobliskiego portu w Ustce. Pracami ratowniczymi kierował kpt. Poinc z Gdyni. Kadłub „Orkana” wskutek awarii odniósł uszkodzenie w części podwodnej, które obecnie bada przybyły do Ustki nurek”.

Powojenne holowniki

Czasopismo „Morze i Marynarz Polski” w marcowym numerze wypadkowi węglowca poświęciło fotoreportaż S.O.S. „Orkan”! z czterema dużymi fotografiami. „Z pomocą „Orkanowi" przybyły nasze holowniki „Czapla" i „Herkules". Niebezpieczny przechył statku groził w każdej chwili katastrofą. Należało w dalszym ciągu kontynuować podjęte prace”. „Dopiero w Noc Sylwestrową na 1948 r. uciążliwa praca ekspedycji ratowniczej została uwieńczona pomyślnym rezultatem. „Orkan" - po prowizorycznej naprawie uszkodzeń, został przeholowany do jednego z portów zagranicznych” – czytamy w podpisach pod zdjęciami, na których widać wyraźny przechył, spieszące na pomoc holowniki i siedmioosobową załogę na pokładzie.

Wypadek ten redakcja wykorzystała do zaprezentowania osiągnięć służby ratowniczej, która miała wiele rozległych zadań oprócz normalnej służby manewrowej w obrębie portu: holowanie dalekomorskie, podnoszenie wraków, niesienie pomocy statkom, które uległy awarii. Ówczesny tabor pływający składał się z 15 holowników i jednego statku ratowniczego „Smok". Statki przydzielono dużym portom. Gdynia i Gdańsk otrzymały po sześć holowników, Szczecin – dwie jednostki. Uczestniczący w akcji w Ustce „Herkules" spełniał rolę holownika dalekomorskiego. „Smok” z kolei wyruszył do Szczecina – szczególnie obfitego we wraki.

Ciekawa jest historia „Herkulesa”. To zbudowany w 1937 roku w Wolnym Mieście Gdańsk dawny „Albert Forster”, znany głównie z fotografii z pancernikiem „Schleswig-Holstein”. Został przejęty przez Polskę Misję Morską w Anglii 23 czerwca 1947 roku, a od lipca – już jako „Herkules” służył w ratownictwie.

Służba ratownicza w latach 1946-47 ściągnęła z mielizny szwedzki statek „Ceylon", norweski „Fana”, holenderski „Pro Patria", oraz szwedzki „Lilly 1. „W noc sylwestrową 1948 r. dokonano nie lada wyczynu ściągając z mielizny w pobliżu Ustki szwedzki statek „Orkan”, który został następnie przez nasze holowniki przeholowany do Anglii” – informowało czasopismo.

Węglowa Ustka

W marcu 1947 roku prezydent Bolesław Bierut podpisał w Sztokholmie umowę, dotyczącą wymiany towarowej między Polską a Szwecją. Według niej od 1 kwietnia 1947 roku do 1 kwietnia 1948 roku do Szwecji miało trafić 2 750 000 ton polskiego węgla. Oczyszczony port w Ustce od uruchomienia w połowie czerwca 1947 roku pracował pełną parą. Handel zagraniczny, głównie z krajami skandynawskimi, kwitł.

„W malej Ustce pracuje 6 firm maklerskich — oddziałów, których centrale mieszczą się w Gdyni i Gdańsku. Są to: Navigator, Polbal, Szymankiewicz, Baltica, Gama, Nautica – donosił 14 stycznia 1948 roku „Dziennik Bałtycki”. W tym samym numerze gazeta informowała, że w ciągu sześciu miesięcy (od uruchomienia portu do końca 1947 roku) port przeładował 150 000 ton towarów.
Szwedzkie statki w usteckim porcie nie były więc niczym zadziwiającym. Wejście pierwszego z nich stało się nawet elementem fabuły nakręconego w Ustce w 1954 roku filmu sensacyjnego, adaptacji propagandowej powieści – „Uczta Baltazara”, ale z bardzo dobrymi zdjęciami. Trzeba przyznać, że scena „Szwed wchodzi!” z muzycznymi fanfarami robi wrażenie.

„Orkan” został uratowany. Jednak losy szwedzkich statków nie zawsze układały się szczęśliwie. Znane są historie innych jednostek, które znikały w tajemniczych okolicznościach. Jak pisze historyk Marcin Barnowski w „Opowieściach starej Ustki III”, w 1948 roku szwedzkie jednostki wpływały do Ustki 759 razy. Szybko zainteresowały się nimi Urząd Bezpieczeństwa, Wojska Ochrony Pogranicza i Milicja Obywatelska. Węglowcami - dosłownie podróżując w węglu - uciekały z Polski całe rodziny prześladowanych przez służby żołnierzy AK. 18 lutego 1948 roku z portu w Ustce wyszły „Iwan” i „Kinnekulle”. Pierwszego nie odnaleziono, drugi ze śladami pożaru dryfował u brzegów Danii. Po załogach ślad zaginął. Taki los spotkał też cztery inne szwedzkie statki. Miejscowe przekazy wskazują na to, że marynarzy wymordowali enkawudziści.

Finał w Izbie Morskiej

Jak zakończyła się historia „Orkana”? Po zholowaniu do Ustki w Kapitanacie Portu trwały przesłuchania. 12 stycznia 1948 roku Urząd Morski w Szczecinie przekazał sprawę do Izby Morskiej w Gdyni, która po dochodzeniu 14 lutego 1949 roku wydała orzeczenie, że wypadkowi nikt nie zawinił.
- Izba orzekła, że przyczyną wyrzucenia na brzeg 21 grudnia 1947 roku w rejonie portu Ustka był silny wiatr z kierunków północno-zachodnich, który uniemożliwił wymanewrowanie z sytuacji, w której statek się znalazł – mówi sędzia Michał Meissner, przewodniczący Izby Morskiej przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku z siedzibą w Gdyni. - Statek nawigował prawidłowo i znalazł się w niebezpieczeństwie na skutek nagłej zmiany kierunku i siły wiatru.

Ta część historii została odtworzona na podstawie informacji i przekazów propagandowych w polskich mediach oraz zachowanego orzeczenia Izby Morskiej. Co mówiono o wypadku po drugiej stronie Bałtyku? O tym wkrótce.

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Materiał oryginalny: SOS „ORKAN”! Zapomniana historia wypadku szwedzkiego parowca pod Ustką - Głos Pomorza

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie