Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Sztubackie życie w powojennej Ustce. Nauczyciele, uczniowie, szkoły [zdjęcia]

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Życie szkolne i kolonijne w powojennej Ustce. Nauczyciele i uczniowie na fotografiach Heleny Bieszczad, pierwszej właścicielki zakładu fotograficznego w mieście
Życie szkolne i kolonijne w powojennej Ustce. Nauczyciele i uczniowie na fotografiach Heleny Bieszczad, pierwszej właścicielki zakładu fotograficznego w mieście Helena Bieszczad (1912-1988)
Droga do szkoły, przerwa w lekcjach, uśmiech pierwszej nauczycielki. Mundurek, kołnierzyk, tarcza, boisko szkolne, klasówki, matura i wakacje! Czas powojennej Ustki zatrzymał się w kadrze Heleny Bieszczad. Może znajdziecie siebie lub swoich bliskich na fotografiach z tamtych lat?

Pierwsi powojenni nauczyciele zameldowali się w Ustce w lipcu i sierpniu 1945 roku. Byli to kierownik Szkoły Powszechnej Stanisław Koskowski i nauczycielka Kazimiera Niewolkiewicz. Szkoła mieściła się przy ówczesnej ulicy Kościelnej. Dzisiaj to Ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego, a ławki szkolne wymieniono na biurka urzędników ratusza.

Ale wróćmy do tamtych czasów. Na początku września 1945 roku rozpoczął się pierwszy rok szkolny w polskiej już szkole w Ustce. Jak podaje kronika szkolna, uczniów było niewielu. 27 dziewcząt i chłopców umieszczono aż w siedmiu oddziałach. Zdecydowały o tym różnice wiekowe. Jednak koniec roku szkolnego był imponujący. Liczba dzieci pierwszych osiedleńców wzrosła do 256.

Kancelista, woźny i bitwa o opał

Kancelarię szkoły prowadzili nauczyciele, ale pracy w niej było sporo. W styczniu 1946 roku kierownik Stanisław Koskowski poprosił radnych o przyznanie pieniędzy na czasowe zatrudnienie siły pomocniczej do prowadzenia kancelarii. Tłumaczył to potrzebą wypełniania licznych formularzy, założenia metrykacji, ksiąg szkolnych, obsługą bieżącej korespondencji i wykonywaniem różnych czynności kancelaryjnych oraz dodatkową pracą przy organizowaniu kursów wieczorowych dla dorosłych, którzy musieli nadrabiać wojenne zaległości edukacyjne. Nauczyciele natomiast nie mogli wykonywać tych prac własnymi siłami bez uszczerbku dla nauczania dzieci.

Prezydium rady przytaknęło kierownikowi, przyznając 1800 złotych na doraźne usprawnienie pracy organizacyjnej szkolnictwa i kursów wieczorowych.

W lutym 1947 roku w szkole został zatrudniony woźny Bolesław Maciejewski. Był pracownikiem samorządowym, a więc wynagradzanym według tabel urzędniczych. Można więc rzec, że od tego czasu w dzwonek brzmiał regularnie, a na przerwach panował porządek.

W tym samym czasie, a była to sroga zima i Bałtyk zamarzł na długie miesiące, wyłoniła się kwestia zużycia opału przez szkołę. Ustalono, że jest ono większe niż przewiduje norma i powołano specjalną komisję, której zadaniem było obliczanie dziennego wsadu do pieca. Na tej podstawie przydzielono szkole odpowiednią ilość opału. Jednak tylko na papierze, bo budynek miał centralne ogrzewanie na koks, a koksu na rynku zaczęło brakować. Szkoła została zamknięta.

Temat ogrzewania szybko więc wrócił na posiedzenia władz miejskich. W sprawie opału oddelegowano Antoniego Konopkę, przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Ustce na Śląsk, by w Centrali Zbytu Przemysłu Węglowego wystarał się o przydział koksu dla szkoły. Jednak przewodniczący niczego nie wskórał i do klas wstawiono piecyki żelazne na węgiel. Szkoła została uruchomiona.

Przed mrozem każdy ratował się wszelkimi sposobami. Kancelarii szkolnej przydzielono pięć metrów węgla. Tymczasem kierownik szkoły polecił zwieźć opał do swojego prywatnego mieszkania, uzasadniając że... kancelarię prowadzi w domu. Tłumaczenia nie pomogły. Węgiel został odstawiony do szkoły.

Czesi, szkarlatyna i niedożywione dzieci

W pierwszych powojennych latach zdarzało się, że szybkie remonty przeprowadzano na przysłowiowy ostatni dzwonek. Na przykład latem 1948 roku sale wymagały malowania, ale przebywali w nich koloniści z Czech, a gości nie wypadało przeprowadzać, zresztą nie bardzo było dokąd. Remont rozłożono więc na etapy, nieco powodując ścisk w klasach i wydłużając godziny lekcyjne.

Pod koniec lat 40. zrodził się pomysł powołania w Ustce szkoły średniej, aby młodzież nie musiała dojeżdżać do Słupska. Jednak z powodu braku pomieszczeń i finansów projekt ten musiał poczekać ponad dekadę.

Lekcji nie było też w listopadzie 1950 roku, gdy lekarz powiatowy na dwa tygodnie wstrzymał zajęcia w związku z zanotowanymi przez Ośrodek Zdrowia w Ustce licznymi przypadkami szkarlatyny. By zapobiec rozszerzeniu się epidemii, przeprowadzono dezynfekcję gmachu szkolnego, odwołano też zajęcia w Zasadniczej Szkole Zawodowej, mieszczącej się w budynku podstawówki.

W 1950 roku Szkole Podstawowej komitet rodzicielski dożywiał młodzież. Prasa ubolewała, że ze względu na szczupłość funduszy korzystają z dożywiania jedynie półsieroty i dzieci niedożywione. - Czy nie byłoby wskazane objąć akcją dożywiania również dzieci rolników, dojeżdżające z okolicznych wsi do szkoły? - pytali dziennikarze.

Kuźnia redaktorów i artystów

Pod koniec 1950 roku prasa donosiła, że nauczyciel z Ustki Henryk Dziurla zorganizował w VII klasie swojej szkoły całe kolegium redakcyjne gazetki ściennej.
„Jest tam redaktor naczelny, zastępca, sekretarz redakcji, redaktor techniczny, kierownicy działów itd. Wskutek rosnącego wśród młodzieży zainteresowania pracą dziennikarską gazetka ścienna VII klasy coraz bardziej traci charakter gazetki szkolnej, a staje się coraz bardziej żywą kroniką Ustki, czymś w rodzaju „Kuriera Usteckiego”. Młodzież pracuje samodzielnie, a kolega Dziurla tylko dyskretnie opiekuje się owocem swojej pięknej inicjatywy, udzielając od czasu do czasu koleżeńskiej porady w wypadkach wyjątkowo poważnych wątpliwości. Można stwierdzić, że szkoła w Ustce, jest jednocześnie przedszkolem dziennikarzy”.

W marcu 1951 roku stanowisko kierownika szkoły objął Jerzy Rebow. W szkole powstało sporo kół pozalekcyjnych - teatralne, PCK, zespół taneczny, chór szkolny i drużyny harcerskie. Młodzież udzielała się nie tylko na terenie szkoły i miasta, ale także w sąsiednich miejscowościach. Największym sukcesem było zdobycie I miejsca przez zespół artystyczny w województwie i zakwalifikowanie się do Pierwszego Ogólnopolskiego Festiwalu Dziecięcych Zespołów Artystycznych, który odbył się 22 lipca 1953 roku w Warszawie. Młodzież z Ustki wystąpiła w Łazienkach i na Bielanach przed 6-tysięczną widownią.

Pierwsi usteccy licealiści

Rok szkolny 1958/1959 przyniósł podział placówki na szkołę nr 1 i nr 2. W tym czasie powrócił pomysł powołania szkoły średniej. Pierwsza klasa Liceum Ogólnokształcącego, wówczas klasa VIII, liczyła 50 osób. Młodzież rozpoczęła naukę 1 września 1960 roku pod dachem Szkoły Podstawowej nr 1. Jednak już 4 listopada 1962 roku została oddana do użytku „tysiąclatka” - wspólny budynek Szkoły Podstawowej nr 3 i Liceum Ogólnokształcącego w Ustce. Pierwszym dyrektorem placówki został Bronisław Piekarski.

Takie były początki usteckiej oświaty. Uczniowskie życie utrwalała na kliszach Helena Bieszczad, pierwsza powojenna właścicielka zakładu fotograficznego w Ustce, która przybyła nad morze na początku maja 1945 roku. Dzięki uprzejmości jej syna – Marka Bieszczada, który podarował mi zdjęcia, możemy powędrować w czasie. I wrócić do ławy szkolnej, przemierzyć drogę do szkoły, pograć w piłkę na boisku, bać się klasówek, ale zawsze dobrze wspominać nauczycieli – wszystkich, których czas zatrzymał na fotografiach i w naszych sercach.

od 7 lat
Wideo

Dziennik Bałtycki. Pod Chojnicami wykopano samolot z II wojny

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Sztubackie życie w powojennej Ustce. Nauczyciele, uczniowie, szkoły [zdjęcia] - Głos Pomorza

Wróć na ustka.naszemiasto.pl Nasze Miasto